close
12. PZU PÓŁMARATON WARSZAWSKI

12. PZU PÓŁMARATON WARSZAWSKI

28 marca 2017296Views

To moja trzecia odsłona na Półmaratonie Warszawskim stąd moja potrójna fota 🙂

25 marca Warszawa

Dzień przed półmaratonem odbieram pakiet na bieg. PGE Narodowym – lubię jak tam jest odbiór pakietów, bo dostojność stadionu  motywuje mnie, nadaje imprezie bardziej wzniosły wymiar.Zanim dochodzę do miejsca odbioru pakietu wita mnie szereg atrakcji takich, jak możliwość zrobienia sobie zdjęcia z gadżetami PZU i otrzymania od razu wydrukowanego zdjęcia. Flagi do kibicowania, gdzie można wydrukować sobie różnego rodzaju teksty motywujące do biegu.Sama strefa expo niewielka, ale w sumie wystarczająca.

Biegnę dla Fundacji Dzieci Niczyje uważam, że jest to świetna opcja jeśli dzięki mojej pasji, moim chęciom mogę pomóc dzieciom.Tu jeszcze raz dziękuję tym , którzy wsparli Fundację Dzieci Niczyje.

 

Na expo warto przyjrzeć się ofertom, promocjom. Ja upolowałam zacna koszulkę Compressport w genialnej cenie 🙂 Do przetestowania  na rowerze,  na biegu miejskim, czy też górskim .

Tylko ważna zasada to, co kupimy na expo czy to nowy żel, ubranie, skarpetki nie do wypróbowania do razu na biegu następnego dnia.Wiem, że kusi, ale nie warto ryzykować.

 

26 marca , niedziela Warszawa

Pamietam o zmianie czasu.Zegarki mają się same poprzestawiać w nocy, ale i tak z ręką na sercu budzę się o 7.00 pełna obaw czy mój zegarek wskazuje prawidłową godzinę. Jest dobrze.Pogoda nie rozpieszcza, więc jeszcze  zastanawiam się czy  ten strój co przygotowałam dzień wcześniej jest odpowiedni, ale  z drugiej strony myślę sobie, że to nie góry. Powinnam się zmieścić maksymalnie w 2 h, więc jakoś przetrwam.

Jedziemy autem i plan , żeby zaparkować na Karowej okazał się  genialny, bo pełno wolnych miejsc, a do depozytu na Placu Piłsudskiego rzut beretem.Po drodze spotykamy znajomych wszyscy podskakują, truchtają , bo zimno, wiatr  i około 4 stopni. O godzinie 9.30 ( start o 10.00) w depozytach pusto, bo wszyscy jak najdłużej chcą trzymać ciepło i słusznie.

Szybka fota przed startem przez dziennikarza Informatora Stolicy.

12. PZU Pólmaraton Warszawski

Ta najtrudniejsza chwila trzeba się rozebrać, zostawić rzeczy w depozycie i kierujemy się do naszych stref czasowych.W worku foliowym, który zamierzam zdjąć tuż przed startem jakoś udaje mi się wytrzymać. Obowiązkowo Toi Toi nawet bez większej kolejki 🙂 i tu śmiesznie dziewczyna  w kolejce zaczepiam mnie i  mówi, że pamięta mnie z Expo i pyta się czy kupiłam te koszulkę Compresspost co mierzyłam – świat jest mały 🙂 miło.

Ustawiamy się w odpowiedniej strefie czasowej co wcale nie jest łatwe, bo tak naprawdę to nie wiadomo, gdzie iść, po której stronie ulicy się ustawić trochę brakuje mi organizacji. Do stref czasowych mają wejście wszyscy , nikt nie sprawdza przynależności do stref, a dodatkowo znaleźli się tu również kibice, osoby towarzyszące. Tu myślę, że należałoby położyć nacisk na bezpieczeństwo i postarać się o większą uważność. Zaczęłam się zastanawiać jakby wszystko wyglądało jakby w półmaratonie brało udział np. 30 tysięcy biegaczy jak to miało miejsce na przykład 2 lata temu w półmaratonie w Berlinie, w którym brałam udział. Przy biegach masowych bezpieczeństwo to ważny dla mnie aspekt.

Punkt 10.00 start. Ruszamy.

Pierwsze 5 km czuję , że mam przymocowane do nóg cegły. Mimo, że Garmin wskazuje całkiem, jak na mnie, dobry czas wydaje mi się, że stoję w miejscu. W głowie zaczynam układać dla Was wpis o tym, jak jestem zodiakalnym raczkiem i , że muszę chyba zrobić dwa kroki w tył, aby zrobić krok na przód. Zaczynam się zastanawiać, gdzie popełniam błędy? co powinnam poprawić- dieta, treningi, skąd czerpać energię? Te i jeszcze milion innych pytań kołacze mi się po głowie. Koło 10 km czuję, że moc przybywa, że cegły przyczepione do moich nóg kruszeją. Na 13 km spotykam Olę Mądzik, Pora na Majora vel Superwoman. Przebranie Oli cieszy me serce. Kobiety góra, girl power :)Fajnie widzieć na trasie takich pozytywnie zakręconych wariatów, którzy bawią się bieganiem, czerpią z tego radość.

Rano zimno, wietrznie, a po godzinie zrobiło się cieplej, słoneczko można wręcz powiedzieć wymarzona pogoda i nawet zaczęłam żałować, że biegłam w kamizelce, bo zaczynało mi się robić ciepło.

Na metę wbiegłam zadowolona, uśmiechnięta. Uwielbiam te ostatnie metry kiedy widzę już metę , na około pełno kibiców i wtedy jeszcze nie wiadomo skąd na finiszu znajduje jeszcze siłę w nogach, aby przyspieszyć.

Ostateczny czas 1:55  – po tym, jak przez pierwsze kilometry walczyłam i myślałam, że będzie to moja porażka jestem zadowolona z uzyskanego wyniku.

Podsumowanie:

  • zgubiłam podczas biegu swojego ulubionego, neonowego buffa 🙁
  • musze popracować nad wychodzeniem ze strefy komfortu
  • nigdy się nie poddawać, walczyć do końca, bo jak widać zaskoczyłam sama siebie, bo na 5 km wydawało mi się, że uprawiam „człapando”, a tu finalnie nie było katastrofy. Jednak jestem świadoma swoich słabych punktów , jest jeszcze wiele rzeczy do poprawy, ale fajnie, bo jest nad czym pracować 🙂

Dziękuje kibicom na trasie- dajecie mi siłę 🙂

Na koniec udzieliłam jeszcze mini wywiadu dla Informatora Stolicy.

12. PZU PÓŁMARATON WARSZAWSKI