close
Dzień petarda

Dzień petarda

9 lutego 2017161Views

8 lutego 2017

Moja pierwsza myśl kiedy postanowiłam wygenerować ten wpis to było pokazanie Wam jak wygląda mój dzień petarda kiedy rozpoczynam i kończę dzień treningiem. Co umówmy się nie jest dla mnie standardem. Jestem żoną, mamą, pracuję.Tak się teraz złożyło, że rodzina szusuje w górach, a ja postanowiłam robić to, na co mam ochotę i postawiłam na treningi. Ale okazało się, że ten dzień przyniósł coś więcej, ale co ?to dowiecie się w dalszej części wpisu. Zatem po kolei.

5:40

Pobudka. Tak, wiem, że to nie ludzka godzina do wstawania, ale jak już sobie coś zaplanuję, nastawię się to trzyma się wyznaczonego sobie celu. Niektórzy wezmą to za zaletę ,inny za wadę, ale żeby o tak wczesnej porze wszystko dobrze funkcjonowało wymaga to wcześniejszego zaplanowania, zorganizowania. Dzień wcześniej wieczorem wszystko sobie szykuję. Pakuje torbę/torby na trening, przygotowuję posiłki. Mam zasadę, żeby jak najwięcej rzeczy przygotować wieczorem,  bo rano działam bardzo zadaniowo wręcz mechanicznie. Do tego stopnia, że potrafię naszykować już sobie filiżankę do kawy z nasypana odrobina cukru przy ekspresie do kawy. Mój mąż jak to widzi to boki zrywa :)ale mi to daje taki wewnętrzny spokój, poczucie, że mam kontrolę no właśnie nad czym, nad filiżanką do kawy 🙂 ale mam do tego prawo.

Rano po przebudzeniu wypijam espresso i zjadam banan. Szybkie wyjście z psem i ruszam w drogę na basen. Dziwne to uczucie jak cały blok jeszcze śpi, a  ja już działam.

Wyjeżdżając  z garażu zastaje taki widok.Wydaje mi się przed chwilą wychodziłam z psem na wieczorny spacer, a tu właściwie taka sama sceneria o poranku 🙂

Za oknem jeszcze ciemno, wszystko przyprószone śniegiem, siarczysty  mróz – 8, ale przecież nie pływam na zewnątrz 🙂 Pierwsze co robie w aucie tak rano to nastawiam swoja ulubiona stacje radiowa Chilli Zet, która pozytywnie nastawia  mnie do działania. Jadąc tak rano ulicami Warszawy okrywam zupełnie inne oblicze tego miasta. Nasuwa się wiele refleksji, przemyśleń. Nie ma takich gigantycznych korków, ale nie myślcie, że jest zupełnie pusto. Jestem wręcz zdziwiona, że o tak wczesnej porze dość sporo osób już się gdzieś przemieszcza. Miasto budzi się do życia – lubię ten moment.

6:45

Dziś podjechałam na basen OSIR Włochy i patrzę ciemno na hali wszędzie . O nie !!!Myślę może jakaś awaria?Przecież basen czynny od 6 i od rana coś się dzieje na basenie, tory pełne, trenują. Podchodzę do drzwi, otwarte, żadnej kartki, żeby była jakaś awaria i patrzę, że jednak ktoś pływa. Uff…Zastałam miłą niespodziankę – górne światło na basenie wyłączone, a sam basen podświetlony. Widok o tak wczesnej porze cieszący oko.  Romantycznie. Wszytko ładnie, wszytko pięknie, ale umówmy się wejście rano do wody nie należy do łatwych decyzji . Myślę sobie skoro tak wcześnie wstałam, przyjechałam to najzwyczajniej głupio byłoby teraz wycofać się, zrezygnować.

Jestem już w wodzie i rozpoczynam trening, który uwierzcie mi jest dla mega wyzwaniem, ale podejmuje to wyzwanie. Toczę walkę na każdym kroku. Wiem wszyscy powtarzają mi mi, żebym robiła to na luzie, ale to nie takie łatwe. Na luzie to można zrobić coś w czym człowiek  czuje się dobrze. Poznaje czym jest prawdziwe pływanie, o co w tym wszystkim chodzi. Ustalmy jeszcze jeden ważny fakt pływam żabka normalną, kryta, ale styl pływania kraulem jest mi zupełnie obcy. Za każdym razem jak przychodzę na trening odkrywam , że dużo przede mną pracy. Jak już załapię jakąś jedna rzecz to trener nagle odkrywa kolejną kartę i okazuje się, że znowu jest jakaś nowa rzecz, o której ja nic nie wiedziałam i musze, chce się tego nauczyć.Wiecie jak to jest jak zaczynałam uczyć się jeździć samochodem to wydawało mi się, że absolutnie nie jest możliwe, abym ogarnęła w tym samym czasie  patrzenie na drogę, zmianę biegów, używanie kierunkowskazów i jeszcze patrzeć w lusterka. Tak bardzo chciałam być kierowca zdać prawo jazdy, że jak patrzyłam  na kierowce autobusu to wydawało mi się wtedy, że jest mistrze. Teraz może Hołowczycem nie jestem , ale potrafię ogarnąć te wszystkie czynności , a i usta podczas jazdy zdarza mi się pomalować :)Powracając do basenu jak obok na torze pływają ludziki  ze szkoły sportowej i mielą wodę kraulem na „5”czyli 5 ruchów ręką i dopiero oddech to wydaje mi się to nie do zrobienia. Ale właśnie w takich chwilach przypominam sobie chwile z samochodem , że też tak myślałam i teraz proszę bardzo jakoś  przemieszczam się autem. Toczę wewnętrzna rozmowę, gdzie jedna część mojego umysłu twierdzi, że nie dam rady, strata czas, a druga część umysłu nie poddaje się i sumienie staram się wykonywać polecenie trenera. Deska przed siebie i ćwiczę nogi do kraula. Tu okazało się, że tworzenie za sobą „bąbelkowej drogi” wcale nie jest łatwe, w połowie basenu puchną mi już nogi i siłą woli chwytam się brzegu. Tak naprawdę mogłabym w tym miejscu wymienić cała listę rzeczy, które musze poprawić, wypracować – głowa na wodzie, oddech, sile nogi, odpowiednia praca rąk itd., itp.

9:00 – 17:00

 

Pracuję. Tak, tak  w tym całym treningowym szale jest 8 godzin sumiennej pracy. Zazwyczaj rozpoczynam dzień w pracy od włączenia komputera, szybki rzut okiem co słychać w mailach i tu już mój brzuch domaga się śniadania. Dziś: kawa Americano i przygotowany wczoraj wieczorem ryz z prażonymi jabłkami i cynamonem. Miały być jeszcze rodzynki, ale się skończyły, atak fajne do tego zestawu smakują .

O pracy nie będę się rozpisywała, ale warte podkreślenia, że lubię to, co robię. Nawet w pracy staram się otaczać tym, co daje mi siłę, energię zatem na moim biurku stoi ramka  z medalem za ukończenie maratonu w Tel Avivie. Dlaczego akurat ten medal spośród kilkunastu innych zasłużył na ramkę? Nie wiem widać tak miało być 🙂

PIsząc ten wpis nasza mnie taka refleksja, że cały czas trzymam w biurku wieszak na medale, którego nie odważyłam się jeszcze powiesić. Prezent urodzinowy od moich dziewczyn z teamu. Pamietam jak dziś jak dostałam ten prezent, jakie to dla mnie było wzruszające, że dziewczyny, które nie siedzą w tym świecie biegowym tyle zadały sobie trudu, włozyły tyle serca, aby takim cudownym prezentem mnie obdarować.

Obiecuję, że wieszak na medale w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu zawiśnie. Wyjście z pracy dojazd do domu w mega korkach zajmuje mi ponad godzinę/ No cóż tak jest i tego nie zmienię. Pędzę do domu, bo muszę wyprowadzić mojego psa Kenza 🙂 słodki kundelek , znajda, którego dzieci pokochały bez względnie, a zwłaszcza córeczka, która co drugi dzień wyprawia Mu urodziny 🙂 ach ten dzięcięcy świat.

Wychodząc  z psem na spacer postanawiam zajrzeć do skrzynki na listy i tam mym oczom ukazuje się długo oczekiwana koperta prosto z TOKIO 🙂 🙂 🙂 W domu rozpakowuje jej zawartość, a w niej formularz do odbioru pakietu, mapa maratonu, mapa metra w Tokio, biuletyn co warto zobaczyć w Tokio oraz kilka ulotek sponsorów.

Pełna nadziei z celami w głowie jade∑na drugi dzisiejszego dnia trening – rower+ bieganie. Trochę daje się juz we znaki poranne wstawanie, ale #silawola 🙂

Przede mną godzinny trening na rowerze stacjonarnym, gdzie uczę się takich terminów jak kadencja, waty,umięjetnośc jazdy według tętna. Na każdym kroku coś nowego, chłonę wszystko każda komórką. Słucham , obserwuje.Po treningu rowerowym zakładka i pędzę na bieżnie gdzie wykonujemy 20 minut biegu w tempie półmaratonu. Na koniec rozciąganie i czuję, ale mój organizm marzy tylko o jednym o regeneracji, sen 🙂 czuje radość z wykonanych dzisiejszych treningów, że zrealizowałam to, co sobie zaplanowałam 🙂

Był to dobrze wykorzystany dzień tak, jak lubię.

 

Wasza Mpassions vel Petarda 🙂