close
Tel Aviv Samsung Marathon

Tel Aviv Samsung Marathon

6 marca 2016110Views

Tel Aviv Samsung Marathon

26.02.2016

Im bardziej coś na początku wydaje mi się być odrealnione, tym w rzeczywistości okazuje się, że był to genialny pomysł. Tak też było kiedy moi znajomi biegacze rzucili hasło „maraton w Tel Avivie”. Jeszcze raz pytam się gdzie? Tel Aviv – zawsze chciałam tam pojechać, ale bardziej, żeby pozwiedzać. Do głowy mi nie przyszło , żeby tam biec maraton.Myślę, myślę , myślę ….. i stwierdzam, że właściwie dlaczego nie. Los sprzyja, bo udało się nam kupić bilety lotnicze w naprawdę dobrej cenie w obydwie strony 200 pln. To z czym napewno musicie się liczyć  to, że jest tam drogo. Wylatujemy 23 lutego  i dwa dni spędzamy w Jerozolimie, gdzie śpimy w bardzo klimatycznym  hostelu. Staramy się na tyle zwiedzić, na ile to jest możliwe w tak krótki czasie i z tyłu głowy pamiętając, że za kilka dni biegniemy maraton, więc nie ma co forsować nóg. Wszystko w granicach rozsądku.Od 25 lutego jesteśmy w Tel Avivie, gdzie naszym głównym celem jest odebranie pakietu. Samo expo niczym specjalnie mnie nie zadziwiło, nie zaskoczyło. Można stwierdzić, że było poprawne. Pakiet składał się z bawełnianego worka, fajnej pomarańczowej koszulki adidasa, próbka rozpuszczalnej kawy i jak to zazwyczaj była pełno różnego rodzaju ulotek. Po odebraniu pakietu zbieramy się do naszego lokum, które było niesamowite, bo mieściło się na tyłach targu. Aby dostać się do mieszkania było trzeba przedostać się przez stragany pełne warzyw i owoców. Targ cieszył moje oczy. Na straganach porozkładane soczyste owoce i warzywa, feria barw różnego rodzaju przypraw, stragany z niezliczoną ilością chałw.

Start maratonu wyjątkowo odbywał się w sobotę( zazwyczaj starty maratonów rozpoczynają się w niedzielę), aby zdążyć przed szabasem. 7.00 rano to też nietypowa, wczesna pora podyktowana faktem, że szybko robi się bardzo ciepło, a wręcz gorąco. W 2013 roku ze względy na bardzo wysoka temperaturę organizatorzy byli zmuszeni odwołać zawody. Do miejsca startu mieliśmy kawałek i okazało się, że dostanie się na miejsce wcale nie było takie łatwe. Ciężko było nam złapać taksówkę, a czas mijał. W końcu dotarliśmy na miejsce, depozyt i na start. Sama trasa maratony dość ciekawa były odcinki trasy w porcie, gdzie przebiegało się między kontenerami, część trasy wzdłuż wybrzeża, część środkiem miasta. To, co zapamiętałam najbardziej to odcinek trasy, gdzie nagle koło mnie znaleźli się uzbrojeni żołnierze z karabinami. Pomyślałam, że w takich okolicznościach to jeszcze nie biegłam maratonu. Czy czułam strach? Ciężko to nawet określić to była tak niewyobrażalna sytuacja, tak wydawało się abstrakcyjna dla mnie, że przez chwile czułam się jakbym grała w jakimś filmie, a nie biegła maraton. To jest taka chwila, że uzmysławiasz sobie, że nie ma odwrotu, że jesteś tu i teraz i nie pozostawało mi nic innego jak biec.Upał dawał się we znaki, ale szczęśliwa dobiegłam do mety.

Maraton w tel Avivie uważam za wyjątkowy, gdyż czułam w nim niebywałą magię, siłę Ziemi Świętej. Tak trzeba być, aby zrozumieć oczym piszę.

Zatem jak tylko nadaży się taka okazja, aby poleciec do Tel Aivu , odwiedzić Jerozolimę  zrób to.